Press "Enter" to skip to content

Dawid Wildstein: Wojna Rosji z Zachodem zaczęła się na Majdanie. Dziś groźniejsza jest dezinformacja

Wywiad o rosyjskiej agresji, fake newsach i bezpieczeństwie informacyjnym Polski

Czy wojna rozpoczęła się w 2014 roku, w 2022, a może dopiero teraz? W rozmowie Kamila Puczyłowskiego z publicystą Dawidem Wildsteinem pada mocna teza: pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę nie była początkiem wojny, tylko jej eskalacją. W wywiadzie pojawiają się także wątki dotyczące rosyjskiej dezinformacji w Polsce, podatności przestrzeni informacyjnej na manipulacje oraz roli polityków i internetowych grup hejterskich w destabilizacji państwa.


„Ta wojna nie zaczęła się w 2022 roku”

Kamil Puczyłowski:
Jeśli obecna sytuacja skończy się pełnoskalową wojną „każdego z każdym”, to kiedy historycy uznają, że ona się zaczęła: w 2025, 2022, 2014, a może wcześniej?

Dawid Wildstein:
To zależy od definicji. Jeśli mówimy o imperialistycznej polityce Rosji — korzenie są głębokie. Jeśli o agresji na terytorium Ukrainy i Europy, to kluczowy jest Majdan. I jedno jest pewne: ta wojna nie zaczęła się wraz z pełnoskalową inwazją. Najłagodniej licząc, zaczęła się w momencie, gdy snajperzy zaczęli zabijać ludzi na Majdanie. Wtedy rozpoczęła się jednoznaczna agresja Rosji.


Majdan „na żywo”: strzały, chaos i pierwsze fake newsy

Kamil Puczyłowski:
Słyszę w Twoim głosie emocje. Byłeś wtedy na Majdanie?

Dawid Wildstein:
Tak. Relacjonowałem te wydarzenia. Biegaliśmy między koszmarnymi widokami, chowając się gdzie popadnie. I wtedy zobaczyłem coś, co dziś jest codziennością: Rosja w tym samym momencie wypuściła zestaw fake newsów, że to „Majdan strzela do swoich”. Bardzo szybko wyszło, że to kłamstwo, ale w kryzysie nawet kilka minut dezinformacji ma ogromne znaczenie.


Rosyjskie drony w polskiej przestrzeni i skala dezinformacji

Kamil Puczyłowski:
Co Twoim zdaniem było najbardziej niepokojące, gdy rosyjskie drony miały przekroczyć polską przestrzeń powietrzną?

Dawid Wildstein:
Porażająca była skala dezinformacji. Widziałem, jak błyskawicznie pojawiły się narracje sugerujące, że to „drony ukraińskie”. Były analizy pokazujące, że stosunek przekazu „rosyjskie” do „ukraińskie” wynosił około 60% do 40%. Nawet jeśli dużą część generowały rosyjskie farmy trolli, to i tak fakt, że tak wiele treści przeszło do polskiej bańki informacyjnej, jest przerażający.


„Jesteśmy bezbronni informacyjnie” – odpowiedzialność ponad podziałami

Kamil Puczyłowski:
Czyli problemem jest nie tylko bezpieczeństwo militarne?

Dawid Wildstein:
Dokładnie. Jesteśmy bezbronni także w sferze informacyjnej. I tu odpowiedzialność rozkłada się szerzej — na rząd, opozycję, lewicę i prawicę. Najgorsze jest to, że dezinformacja dociera do ludzi, których prywatnie znam i cenię — bo negatywne emocje (np. wobec Ukrainy czy Zełenskiego) sprawiają, że część społeczeństwa zaczyna „łykać” rosyjskie przekazy.


Kompromitacja na forum ONZ i „paliwo” dla rosyjskiej propagandy

Kamil Puczyłowski:
Jak oceniasz wystąpienie na forum ONZ, które – mówiąc wprost – poszło w stronę kompromitacji?

Dawid Wildstein:
To była kompromitacja nie tylko konkretnej osoby, ale w pewnym sensie każdego z nas, bo Polska była tam reprezentowana. Publiczne puszczenie fejka to prezent dla rosyjskiej propagandy. Nawet jeśli ktoś „nie wymyślił tego sam”, to staje się twarzą kłamstwa, które upokarza państwo i osłabia je w oczach świata.


„Silni Razem” jako „nasza wersja zielonych ludzików”?

Kamil Puczyłowski:
Mówiłeś też o grupach internetowych, które działają destrukcyjnie, choć nie są z Rosji. Jak je klasyfikujesz?

Dawid Wildstein:
Ja przestałem używać określenia „pożyteczni idioci” w odniesieniu do niektórych środowisk. Uważam, że po tym, co się działo przy próbach destabilizacji i nagonkach, mamy do czynienia z mechanizmem przypominającym „zielone ludziki” w wersji informacyjnej — ludzie działają wewnątrz społeczeństwa, przygotowując grunt pod chaos. A rosyjska dezinformacja nie byłaby skuteczna, gdyby nie była podchwytywana przez naszych.


„Od czego są służby?” — pytanie o priorytety państwa

Kamil Puczyłowski:
Skoro mamy takie działania w sieci, to pojawia się pytanie: od czego są służby?

Dawid Wildstein:
No właśnie. Skoro potrafiono ścigać ludzi od happeningów, a jednocześnie pozwala się na dominację przekazu przez zorganizowane sieci hejtu, to znaczy, że priorytety państwa są ustawione fatalnie. Jeśli doprowadzamy do sytuacji skrajnego chaosu, to tylko jedno państwo otwiera szampana — Rosja.


Czy Polacy uciekną, gdy zagrożenie stanie się realne?

Kamil Puczyłowski:
Gdyby Rosja przekroczyła granicę Polski – który plecak byłby gotowy: ewakuacyjny czy „do walki”?

Dawid Wildstein:
Nie udaję bohatera. Każdy w momencie próby zachowuje się inaczej. Mogę tylko powiedzieć, że mam nadzieję, iż stanąłbym na wysokości zadania — i że stanęłoby też społeczeństwo. Ukraina pokazała, że mimo pesymistycznych prognoz można walczyć jak lwy. Obyśmy nigdy nie musieli tego sprawdzać.


Podsumowanie: wojna informacyjna trwa, a stawką jest odporność społeczeństwa

W rozmowie przewija się jeden wspólny wniosek: wojna Rosji to nie tylko czołgi i rakiety, ale przede wszystkim długotrwałe osłabianie państw poprzez dezinformację, chaos i skłócenie społeczeństwa. Jeśli Polska ma być bezpieczna, musi budować odporność informacyjną i reagować szybciej — zanim fake newsy staną się „prawdą” dla dużej części odbiorców.


🎥 Obejrzyj cały wywiad na YouTube

Ten artykuł oddaje najważniejsze tezy, ale pełna rozmowa zawiera więcej przykładów, kontekstów i mocnych ocen. Jeśli chcesz usłyszeć całość w oryginalnym brzmieniu — obejrzyj cały wywiad na YouTube na kanale „Wiadomości od A do Z”.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Dawid Wildstein: Wojna Rosji z Zachodem zaczęła się na Majdanie. Dziś groźniejsza jest dezinformacja

przez Redakcja przeczytasz w: 4 min
0