Palikot.CO
Wakacje. W naszej telewizji najwięcej jest Palikota, a w Internecie najwięcej mówi się o Kolumbii. Tak, od kilku tygodni w środowisku domenowym ten południowoamerykański kraj jest niewątpliwie na ustach wszystkich. Co prawda ilość domen .CO (ponad 300.000) w porównaniu z wynikami chociażby .DE (ponad 13.700.000) nie jest powodem do zachwytu, ale wielkość inwestycji w promocję domen .CO oraz fundusze przeznaczone na przechwycenie najatrakcyjniejszych domen .CO spowodowały, że lipiec 2010 to niewątpliwie miesiąc Kolumbii.
Chciałbym Państwu pokazać mechanizm „naciągania” właścicieli znaków towarowych którzy „muszą” zabezpieczyć swoje prawa, a jednocześnie mechanizm tworzenia wrażenia, że nazwy generyczne w danym rozszerzeniu są bardzo wartościowe, a tym samym napędzać koniunkturę na domeny. Takie właśnie „napędzanie” spowodowało, że w rozszerzeniu .CO jest ponad 300.000 nazw domen. Ten mechanizm działa nie tylko w przypadku domen .CO ale każdego nowego rozszerzenia, które pojawia się na rynku.
Ale zacznijmy od początku. W ostatnich 10 latach, a więc wiele lat po wprowadzeniu pierwszych domen gTLD (COM, NET, ORG), ICANN zezwolił na uruchomienie kilku nowych domen najwyższego poziomu (gTLD):
Domena gTLD / Data przydziału biz 06.2001 info 06.2001 museum 06.2001 name 01.2002 coop 01.2002 pro 05.2002 aero 10.2002 jobs 06.2005 mobi 06.2005 tel 06.2005 travel 06.2005
Środowisko domenowe, spragnione „nowych rozszerzeń” początkowo rzuciło się na rejestrowanie domen tylu .BIZ (obecnie ponad 2.000.000 aktywnych domen) czy .INFO (z wynikiem ponad 6.700.000). Ostatnie z udostępnionych domen a więc .MOBI oraz .TEL nie były już tak atrakcyjne dla użytkowników Internetu. Powód jest jeden. Czas pokazał, że po pierwsze firmy nie zaczęły „masowo” wykorzystywać nowych TLD (Top Level Domains), a po drugie, domeny w nowych rozszerzeniach na rynku wtórym okazały się generalną porażką. Nadal królował .COM. I powiedzmy sobie szczerze, nadal niezmiennie króluje z wynikiem 88.700.000 domen w lipcu 2010. Ceny domen .COM na rynku wtórnym (nawet te, składające się z trzech wyrazów) osiągają wysokie ceny. Mimo tego, dużo firm zamierza aplikować o nowe rozszerzenia w ICANN. Cel jest generalnie jeden: posiadacze znaków towarowych oraz amatorzy nazw generycznych będą próbowali zarejestrować domeny w takich (nowych) rozszerzeniach – pierwsi po to, aby uniknąć sporów sądowych w późniejszym czasie, a drudzy z myślą o zarobku.
Zarejestrowanie kilkuset tysięcy domen, zakładając szczególnie wysokie ceny za „rezerwacje” domen w Sunrise (czyli dla posiadaczy znaków towarowych), czyni takie przedsięwzięcie opłacalnym. Pomijając nawet zarobek z Sunrise, przy cenach rzędu 5-10 USD za domenę za rok, czyni takie przedsięwzięcie opłacalnym. Policzmy, 500.000 rejestracji (przykładowo dla nowego TLD), każda za cenę minimum 5 USD daje nam 2.500.000 USD w drugim i każdym kolejnym roku. To wystarcza na opłaty dla ICANN, zysk dla inwestorów, oraz godziwe pensje zatrudnionych w takich rejestrach. Mam czasami wrażenie, że przysłowie „każda potwora znajdzie swojego amatora” doskonale pasuje do nowych TLD.
ICANN zamierza rozpocząć proces przyjmowania aplikacji na nowe gTLD w przyszłym roku. Aplikacji, a więc i samych nowych TLD będzie zapewne kilkaset, to też oznacza, że nowe TLD zyskają minimalne grono rejestrujących – posiadaczy najbardziej znanych TM (Trademarks, czyli znaków towarowych) oraz najlepszych nazw generycznych oraz własnych (np. nazw miast). Trudno oczekiwać, że skoro nowych domen do wyboru będzie np. 200, to każdy posiadacz znaku towarowego zarejestruje go w tych rozszerzeniach. Oczywiście topowe marki typu Microsoft, Oracle, BP, T-Mobile, Orange itd. wydadzą po 30.000 USD (150 USD za Sunrise x 200 rozszerzeń) na złożenie aplikacji w Sunrise. Pozostali dwa razy zastanowią się, czy faktycznie potrzebują mieć domenę z rozszerzeniem .GAY czy .ECO (no, może BP zdecyduje się na .ECO i będzie tam publikowało filmy z Zatoki Meksykańskiej?).
Ale co to wszystko ma wspólnego z piękną Kolumbią? W związku z planami ICANN związanymi z nowymi TLD, rejestry narodowe dwóch państw, Czarnogóry oraz Kolumbii postanowiły wykorzystać koniunkturę i zanim dojdzie do prawdziwego wysypu nowych domen gTLD zaproponowały użytkownikom Internetu wykorzystanie swoich rozszerzeń narodowych (ccTLD). Nikt z przedstawicieli tych krajów nie ukrywa, że za przedsięwzięciem stoi komercja. Czarnogóra, która posiada rozszerzenie .ME (od „Montenegro”) kilka miesięcy temu uruchomiła rejestracje w swojej domenie. Strategia opierała się na skojarzeniu z angielskim „me” oraz przyjaznością rejestru. Od strony finansowej kluczem do sprawy była rezerwacja atrakcyjnych adresów z końcówką .ME i udostępnienie ich w ramach aukcji (np. poprzez SEDO). Stopniowe „uwalnianie” takich domen na aukcjach pozwalało z jednej strony podtrzymać zainteresowanie .ME przez wiele miesięcy, z drugiej uzyskiwać całkiem pokaźne kwoty ze sprzedaży takich domen.
Strategia .CO jest inna. Domeny .CO były promowane jako odpowiednik domen .COM. Kwoty za zdobycie domen w Sunrise przekraczały 100 USD i generalnie strategia COINTERNET zakładała przekonanie użytkowników do „zabezpieczenia” swoich praw do znaków towarowych. Strategia wyraźnie skuteczna, bo w przeciągu 3 dni rejestr .CO osiągnął prawie 300.000 domen (wliczając w to domeny z sunrise). Niestety, w przeciwieństwie do domen gTLD, rejestry narodowe nie mają obowiązku udostępniania plików stref, stąd też prawdopodobnie nie dowiemy się jaki % rejestracji stanowią tzw. „defensive registrartions” czyli rejestracje znaków towarowych przez ich właścicieli a jakie stanowią rejestracje nazw generycznych oraz nazw geograficznych. Nadzieja rejestrujących na szybką sprzedaż jest wielka, wystarczy sprawdzić, że nazwy wszystkich większych miast z… Polski zostały zarejestrowane w .CO. Podobnie nazwy popularnych imion oraz niektóre polskie „generyki”. W przeciągu kilku tygodni będą zapewne próby sprzedaży tych domen – czy udane? – wątpię w to. Te najlepsze domeny osiągną wartości dziesiątek tysięcy USD (jak wspomniane E.CO), ale pozostałe zapewne spadną do poziomu domen .ME, czyli dziesiątek, może setek USD.
Strategia powiększania wartości domen .CO podgrzewana jest informacjami o atrakcyjnych sprzedażach domen z końcówką .CO. Słyszeliśmy o sprzedaży E.CO za 81.000 USD czy O.CO za 350.000 USD. Co jest dziwnego w tych sprzedażach? Po pierwsze to, że były ogłoszone tuż przed otwarciem rejestracji domen .CO, a więc miały na celu podtrzymać wrażenie wartości domeny .CO, a po drugie sprzedaż „domeny” O.CO, to wbrew temu co się powszechnie pisze nie tylko sprzedaż domeny O.CO, ale sprzedaż całego pakietu domen, a z takiej perspektywy cena za O.CO wygląda całkiem inaczej… Pamiętajmy też, że O.CO oraz E.CO to domeny „topowe”. Ich wartość w każdym rejestrze jest duża, ale ich wartość nie przekłada się na pozostałe domeny w danym rozszerzeniu…
Cóż, zobaczymy jak rozwinie się rejestracja domen .CO. Rejestrując .CO miejmy jednak w pamięci, że niedługo powstaną setki nowych TLD i nasza domena zarejestrowana w .CO będzie miała 200, może 300 odpowiedników w innych rozszerzeniach. A to oznacza, że przestaje być „wyjątkowa”. A poza tym jak wytłumaczyć komuś nieznającemu kwestii różnic w domenach, że to domena .CO a nie .COM.
Mimo wszystkich wysiłków, wydaje się, że wartość domen .COM pozostanie dalej nie do przebicia, chociaż wiele osób „przy okazji” zarobi na takich wynalazkach jak .CO.



28.07.2010 
