fbomb.com to prawdziwa f-bomb

W styczniu na Sedo miała miejsce aukcja domeny Fbomb.com. Wkrótce jednak sprawa dotycząca tej nazwy trafiła przed oblicze National Arbitration Forum. Dlaczego?

Fart Bomb
Creative Commons License photo credit: cheeseloaf

Przypomnijmy tylko, że fbomb to angielskie wyrażenie, które w potocznym języku ma szereg znaczeń. A oto co się stało z domeną:

  • Skarżący, który był właścicielem fbomb.com i wykorzystywał domenę do sprzedawania odzieży sportowej – zapomniał przedłużyć ważności nazwy.
  • Pozwany wygrał domenę fbomb.com na aukcji w GoDaddy i zaoferował ją na sprzedaż.
  • Skarżący, kiedy zorientował się, że jego prawa do domeny przepadły próbował ją kupić. Wygląda na to, że zaproponował 1,5 tys. dolarów na aukcji Sedo. Pozwany wystawił nazwę na licytację, którą wygrał skarżący, ale musiał zapłacić 4 101 dolarów.
  • Zdenerwowany, że musi zapłacić tak dużo za swój błąd, skarżący zwrócił się w stronę UDRP.

I tu zaczyna się najlepsza część. Arbiter, który zapewne nigdy nie słyszał slangowego wyrażenia fbomb doszedł do wniosku, że jest to tylko i wyłącznie nazwa małej, kalifornijskiej firmy odzieżowej.

Pozwany przypuszczalnie zarejestrował domenę fbomb.com w dniu, w którym wygasła i natychmiastowo wystawił ją na aukcji. W ocenie Panelu pozwany nie miał do niej uprawnionych praw.

Strzeżcie się wszyscy, którzy jesteście właścicielami „slangowych” domen…

Źródło: DomainNameWire