Stephen Ryan: ONZ ograniczy wolność
Stephen Ryan, partner w McDermott Will & Emery, prawie na pewno wie o internecie niż ja, czy ty. Od dawien dawna jest konsultantem American Registry of Internet Numbers (ARIN) – ciała zajmującego się polityką związaną z siecią w USA, Kanadzie i sporej ilości wysp Karaibskich. W tym tygodniu Ryan przebywa w Indiach na Internet Governance Forum, spotkaniu poświęconym przyszłości tego medium. Głównym zagadnieniem poruszanym w tym roku jest pytanie o to, czy Organizacja Narodów Zjednoczonych lub inna międzynarodowa organizacja powinna zarządzać internetem, czy raczej podstawowe decyzje odnośnie przyznawania adresów IP i roli rządów powinny być pozostawione w gestii poszczególnych narodów i regionalnych stowarzyszeń? TheAmLawDaily zamieściło na swojej stronie wywiad ze Stephenem Ryanem, który przytaczamy poniżej.
![]() |
Witaj, Stefan. Czego tak właściwie dotyczy konferencja w Indiach?
Głównym problem jaki jest omawiany dotyczy roli rządów w przyszłości internetu oraz roli międzynarodowych społeczności. Wiemy, że rola rządów jest bardzo istotna w walce z phishingiem, spamem, dziecięcą pornografią, bezpieczeństwem e-biznesu. Ale czy na tym kończy się rola rządu? Gdzie mają kończyć się kompetencje międzynarodowych społeczności?
Jak właściwie internet jest zarządzany?
W Ameryce Północnej, w czasie trwania administracji Clintona, rząd federalny oddał kierowanie internetem w ręce pozarządowych organizacji, takich jak mów klient – ARIN, czy ICANN. Naprawdę wierzymy w demokratyczny internet. Każdy może więc uzyskać numer IP bez kontaktu z władzami rządowymi w ogóle. To oczywiście nie jest możliwe w Chinach.
W Chinach rząd jest o wiele bardziej zaangażowany, prawda?
Chiny mają wielki firewall, który blokuje wiadomości e-mail, władze kontrolują dystrybucję numerów IP. I dla mnie to jest OK, dopóki ten model nie zostanie zaimportowany do USA.
Czyli jeśli wyślemy wiadomość do kolegi z Chin władze go wpierw przytają?
Powinniśmy to założyć. Mają ponad 70 tys. ludzi, których praca polega na czytaniu e-mail każdego dnia. To, czego nie możemy zaakceptować to sytuacji, w której twoja wiadomość zostanie zatrzymana na chińskiej granicy. Na przykład – jesteś w Hong Kongu i wysyłasz wiadomość do kogoś w Anglii. Informacja ta może „podróżować” przez Chiny. Wszystko jest w porządku, ale nie możemy pozwolić rządowi zablokować jej w drodze do Wielkiej Brytanii.
Co więc jest złego w tym, że na przykład ONZ przejmie zarząd nad tego typu kwestiami?
Chiny mają miejsce w Konsulacie Bezpieczeństwa ONZ i jedną piątą lub jedną czwartą populacji świata. Pytanie brzmi więc: Jeśli ONZ przejmie kontrolę, czy będziemy mieli do czynienia z systemem bardziej przypominający ten chiński, czy wolny, demokratyczny, jaki jest w USA? Myślę, że wolność jest większa teraz niż gdyby władzę przejęło ONZ.
Jakie inne problemy omawiane były w Indiach?
Rozmawialiśmy o wielu kwestiach. Czy globalna społeczność powinna przyjąć nieco agresywniejszą postawę wobec dziecięcej pornografii chociażby. Co w tej kwestii powinny robić poszczególne rządy i sektor prywatny? Mowa jest także o dodaniu większej ilości domen najwyższego poziomu.
Czym one są?
To rozszerzenia typu .com, czy .net. Czy potrzebujemy ich więcej? Czy powinna powstać domena .sex dla pornografii? ICANN zapowiadał to już dwa lata temu, ale nic się nie wydarzyło.
Jakie prawne problemy mogą powstać przy dodaniu nowych TLD?
Przede wszystkim wiele problemów dotyczących własności intelektualnej. Weźmy ORACLE i IBM. Twoja nazwa znaczy dla ciebie wiele. Jeśli dodamy więcej TLD, ty lub ktoś w Malezji może uprzedzić pracowników ORACLE lub IBM w rejestracji nowych domen, związanych z tymi firmami. Wielu właścicieli znaków handlowych wierzy, że będą opodatkowani jeśli pojawią się nowe rozszerzenia.
Źródło: TheAmLawDaily



01.12.2008 
